Anna Markowska: To co przeszłam, jest moją siłą

To co przeszłam, jest moją siłą, mówi Anna Markowska, modelka, finalistka programu Top Model w rozmowie z Katarzyną Paskudą.

Aniu, dzielisz swoje życie na przed chorobą i po chorobie?

Anna Markowska: Tak. Może nie dlatego, że zmieniłam się jako człowiek, choć oczywiście czas choroby to czas wielu nowych doświadczeń. Mam czasem poczucie, że przez chorobę straciłam cztery lata życia. Pracowałam, trenowałam, jeździłam konno w ukochanym klubie, miałam marzenia, plany i nagle koniec, długa przerwa. Po niej przyszedł czas na coś zupełnie innego. Cztery lata to bardzo długo. Po tym okresie musiałam od nowa się określić, szukać dla siebie miejsca w rzeczywistości.

Anna Markowska,finalistka programu Top Model, fot. Katarzyna Paskuda

Jak wyglądało Twoje życie przed chorobą?

Anna Markowska: Wcześnie, bo w wieku 16 lat, zaczęłam chodzić po wybiegach, byłam w agencji, dobrze sobie radziłam. Bardzo chciałam pracować i konsekwentnie dążyłam do celu. Nie tylko jako modelka. Pracowałam równolegle w dwóch firmach Neumann Brown i OSHEE w dziale marketingu, później w BMW i branży fitness, zawsze był mi bliski sport, całe życie trenowałam, począwszy od lekkiej atletyki przez boks tajski i jazdę konną. Myślę, że sport wpłynął na moje dalsze decyzje.

Miałaś duży apetyt na życie. Chciałaś być znana, medialna?

Anna Markowska: Nie, chciałam zrobić karierę w modelingu. Wtedy miałam zupełnie inne warunki fizyczne, niż mam dziś. Byłam dużo szczuplejsza, moja twarz wyglądała inaczej. Po operacjach zmieniłam się na tyle, że w mojej ocenie nie nadawałam się do powrotu do branży. Miałam wybór – na nowo uwierzyć w siebie, polubić siebie, znaleźć w sobie odwagę i siłę lub trwać jako chora Ania, czekając na kolejne kontrolne badania.

Nie wiem, czy choroba wróci, ale wiem, że wyszłam z niej psychicznie, a to coś, co daje wolność i pozwala dostrzec nowe perspektywy. – mówi Anna Markowska.

No właśnie, jak to jest z tą odwagą u Ciebie?

Anna Markowska: Odwagę dali mi moi bliscy i inni ludzie. To oni dostrzegali we mnie siłę i potencjał, w które ja nie do końca wierzyłam. To, że wyszłam z choroby, że się szybko po niej podniosłam, że wyjechałam do Warszawy totalnie z niczym, przecież nie pracowałam, jedyne co miałam, to marzenia i wiarę, że może być lepiej, oczywiście czułam że muszę coś zmienić nie tylko dla siebie, ale dla mojej rodziny, już dość napatrzyli się na mnie słabą, to wszystko działo się trochę jakby poza mną. Te wszystkie decyzje nie były zupełnie świadome, przecież nie powtarzałam sobie „jestem najlepsza – zrobię karierę”, dziś wiem, że podświadomość i zbiegi okoliczności poprowadziły mnie w dobrym kierunku.

Nie wiem, czy choroba wróci, ale wiem, że wyszłam z niej psychicznie, a to coś, co daje wolność i pozwala dostrzec nowe perspektywy. Dziś chcę pomóc innym znaleźć tę dobrą drogę, nawet gdy sytuacja nie daje nadziei i ciężko się od niej odciąć. Przecież wszyscy coś przeszliśmy w swoim życiu.

Zanim wyszłaś z choroby, zanim nastał etap warszawski, był czas trudny, czas choroby. Kiedy usłyszałaś od lekarza, że zostały Ci dwa miesiące życia, co wtedy pomyślałaś, poczułaś?

Anna Markowska: Zastanawiałam się, jak pomóc mamie, żeby się nie załamała. Na szczęście jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiła moja mama po diagnozie, było wykonanie telefonu do mojego ówczesnego szefa i poinformowanie go, że zwalniam się z pracy. Weszła w tryb działania i to było ok, bo obawiałam się, że załamie ręce i będzie nade mną płakać.

Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

Czy poza tym, ile zostało Ci jeszcze najprawdopodobniej miesięcy życia, usłyszałaś coś jeszcze od lekarza?

Anna Markowska: Że nowotwory w głowie raczej dobrze nie rokują. Poza tym nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać.

Bałaś się tej wiedzy?

Anna Markowska: Nie, nie wiem, nie chciałam nad tym myśleć. Wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby było dobrze, ale zostawiałam sobie też margines na myślenie, że co ma być, to będzie. Oczywiście, miałam jakieś nastawienie, kierowałam się jakimiś zasadami, mam wartości, które są mi bliskie, są dla mnie ważne, ale tak jak i życie, tak my sami i nasze głowy potrafią nas zaskoczyć. Tuż przed operacją miałam mega pozytywne nastawienie, uśmiechałam się, śmiałam się nawet jak jechałam na blok.

Wierzyłaś, że będzie dobrze?

Anna Markowska: Zanim dowiedziałam się o chorobie, miałam depresję. Bardzo źle się czułam. Ale choroba odwróciła moją uwagę od tych stanów. Paradoksalnie zmotywowała mnie do pozytywnego myślenia.

Anna Markowska,finalistka programu Top Model, fot. Katarzyna Paskuda

Jakie miała podłoże Twoja depresja?

Anna Markowska: Życiowe. Czułam się samotna i osłabiona, byłam przepracowana, być może miała też na to wpływ choroba o której nie miałam wówczas pojęcia. Ale informacja o tym, że mam w głowie coś, co może mnie zabić, spowodowała, że się przeprogramowałam. Tak jak mówiłam, zaczęłam myśleć o mamie, o tym, żeby ona sobie z tym poradziła. Pojawił się milion spraw do załatwienia, pieniędzy do zorganizowania, osób, którym należy dawkować wiedzę na temat mojej choroby, bo się załamią. Moja mama miała zdecydowanie cięższą sytuację ode mnie, przeszła większą traumę. Ją spotkała największa przykrość, największe zło. Mnie bolało fizycznie, a ona przeżyła to psychicznie w sposób, którego ja nie jestem w stanie opisać.

Wspomniałaś o zatajaniu czy dawkowaniu informacji o swojej chorobie bliskim. Chyba w ogóle nie jest łatwo mówić o czymś takim.

Anna Markowska: I ja i mama miałyśmy taki okres, kiedy w ogóle nic i nikomu nie chciałyśmy opowiadać. Bałyśmy się plotkowania, ciągłych pytań. Poza tym bałam się komunikować cokolwiek na temat swojego stanu, bo miałam poczucie, że nic nie wiem – w każdej chwili mógł nastąpić nawrót, mogło się okazać, że mam przerzuty. Dopiero kiedy zaakceptowałam, że to część mnie i mojego życia, było mi łatwiej iść dalej. Dziś to co przeszłam, jest moją siłą

Bałam się komunikować cokolwiek na temat swojego stanu, bo miałam poczucie, że nic nie wiem – w każdej chwili mógł nastąpić nawrót, mogło się okazać, że mam przerzuty. Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

Kiedy zaczęłaś myśleć, że wszystko jeszcze przed Tobą?

Anna Markowska: Niedługo po nowym roku, kiedy wyjęto mi sondę – bo przez kilka miesięcy byłam karmiona sondą. I taka wychudzona (śmiech) stwierdziłam, że muszę wyjechać do Warszawy, zmienić otoczenie, spotkać nowych ludzi, tak dla zdrowia psychicznego.

Musiałaś przenieść się do Warszawy z całym programem leczenia? Co robiłaś w Warszawie?

Anna Markowska: Miałam przyjaciół z dawnych lat. Oni mnie wsparli i są nadal ze mną. Ludzie to największa wartość, potrafią dać wszystko, ale też wszystko zabrać. To trochę takie zadanie łamigłówka: dobrzy ludzie istnieją, znajdź ich.

Nie wykruszyli się w chorobie?

Anna Markowska: Wiesz co, każdy reaguje na swój sposób. Rozumiem, że nie każdy potrafił być na takim oddziale jak mój i stać przy moim łóżku. Ludzie nie mają pojęcia, co mówić i robić w takiej sytuacji. Czasami się boją. Nie oznacza to, że nie myślą o mnie. Myślą nawet bez kontaktu ze mną, tak uważam. Mimo tych obaw dużo osób mnie odwiedzało i to dobrze, bo czasami umierałam z nudów. (śmiech)

Choroba zostawiła we mnie swój ślad na zawsze.

Jaki miałaś plan na Warszawę?

Anna Markowska: Żadnego.

Byłaś już w trochę lepszej kondycji psychicznej?

Anna Markowska: Tak, choć oczywiście choroba zostawiła we mnie swój ślad na zawsze.

Co pozwoliło Ci się zmotywować do działania?

Anna Markowska: Nie pochodzę z zamożnej rodziny i zawsze miałam poczucie, że muszę o nią zadbać. Mój tata odszedł od nas, więc mam mocną potrzebę zadbania o moich bliskich. Owszem, ta choroba się wydarzyła, teoretycznie niezależnie ode mnie, ale to ja byłam powodem wszystkich zmartwień mojej mamy w tamtym czasie, patrzyłam jak się wykańcza i nie mogłam nic zrobić, poza pokazywaniem jej, że mam się dobrze i uśmiechaniem się. Chciałam po tym wszystkim dać jej szczęście. Ciężko pracuje, jest bardzo dobrym człowiekiem, gdyby nie ona, w ogóle by mnie nie było, ani fizycznie, ani psychicznie. Chcę jej stworzyć warunki, na które zawsze zasługiwała.

Ta choroba się wydarzyła, teoretycznie niezależnie ode mnie, ale to ja byłam powodem wszystkich zmartwień mojej mamy w tamtym czasie, patrzyłam jak się wykańcza i nie mogłam nic zrobić, poza pokazywaniem jej, że mam się dobrze i uśmiechaniem się. – Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

Czułaś się winna choroby?

Anna Markowska: Nie że winna, ale to ja byłam powodem wszystkich zmartwień.

Jak to się w zasadzie stało, że trafiłaś do Top Model?

Anna Markowska: Znajomi namawiali mnie do udziału w tym programie. Chodziłam i pytałam bliskich i znajomych, co o tym myślą, czy wg nich mam szansę i knułam, jak ukryć moją chorobę przed jurorami. (śmiech) Nie udało się, nic się przed nimi nie ukryje.

Poszłaś na kasting w golfie? (śmiech)

Anna Markowska: Nie, było zbyt gorąco, chociaż gdyby wówczas padł ten pomysł, na pewno bym go rozważała. (śmiech)

Nie uważasz, że Twoja choroba trochę pomogła Ci zajść wysoko w programie?

Anna Markowska: Ba, często o tym myślałam, że jestem w programie tylko dlatego, że byłam chora. Chodź np. na Fashion Weeku w LA nikt nie znał mojej historii, a jako jedyna dostałam wszystkie możliwe pokazy. Takie momenty mnie bardzo podbudowywały. Przyznam, że z natury jestem skromną osobą, wciąż uczę się doceniać siebie i nie bać się sięgać po marzenia, bo tylko to nas może powstrzymać przed ich niespełnieniem – nasza decyzja. Niestety nie udało się ukryć mojej historii w programie Top Model, choć nie chciałam robić z siebie show, czy być obiektem współczucia.

Kocham modeling, funkcjonuję w tej branży od lat.

Kocham modeling, funkcjonuję w tej branży od lat. Program był jedyną szansą na powrót do tego, co wydawało mi się po chorobie nierealne. Miałam uszkodzone nerwy twarzy, dwa lata nie mówiłam wcale. Nie zastanawiałam się wtedy nad tym, czy nadaję się do modelingu – nie nadawałam się, to było jasne. W Top Model szukałam powrotu do tego, co było przed chorobą.

Znalazłaś to?

Anna Markowska: Program dał mi możliwość wymarzonej pracy. Kocham modę, kocham sport i na swoim Instagramie chcę pokazać, że każdy może robić to, co kocha, to, co chce, nawet jeśli dziś jest gorzej. Interesuję się psychologią i może mam w sobie pierwiastek małego filozofa. Wydaje mi się, że dobrze siebie znam, jeśli wiesz o co mi chodzi. Chcę motywować i chcę, żeby ludzie uwierzyli w siebie, chcę im dawać siłę i tę odwagę, do której ja dochodziłam. Potrzebne są wiara i konsekwencja, żeby osiągać cele. Relacje z ludźmi dają mi dużo szczęścia.

Chcę motywować i chcę, żeby ludzie uwierzyli w siebie, chcę im dawać siłę. – Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

Wracając jeszcze do Twojej choroby, miałaś w czasie tych czterech lat chorowania chwile załamania?

Anna Markowska: Tak, zwłaszcza po jednej z operacji, Miałam też taki moment, kiedy się dowiedziałam, że jest gorzej niż można się było spodziewać. Ale nie wstydzę się tych swoich załamań. Dzięki nim jestem jeszcze silniejsza. Silny człowiek to nie człowiek robot bez emocji, to człowiek, który wstaje silniejszy.

Silny człowiek to nie człowiek robot bez emocji, to człowiek, który wstaje silniejszy. – Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

W tej chwili wszystko idzie w dobrym kierunku. Żyjesz, masz się dobrze. Kiedy patrzysz wstecz, nie masz pretensji do lekarzy, że dawali Ci tylko kilka miesięcy życia?

Anna Markowska: Nie, musieli mi coś takiego powiedzieć. Byli lekarze, którzy mówili do mnie łagodniej, dawali nadzieje, a ja byłam wtedy przekonana, że mnie okłamują. Byli tacy, którzy nie owijali w bawełnę, a ja nie wiedziałam, co do mnie mówią. Jak usłyszałam, że mam mieć dziurę przez całe podniebienie aż do głowy, a język przyszyją mi w jakiś sposób gdzieś, to nie wiedziałam, czy to możliwe, czy to nie są jakieś jaja. Abstrakcja. Nie ma chyba złotego środka, jak zakomunikować człowiekowi, że jest śmiertelnie chory. Bardzo cenię wszystkich, których spotkałam na swojej drodze po szpitalach. To ludzie, którzy ratują życie, poświęcając swoje, a przy tym zarobki szpitalne są tragiczne. Nie wyobrażam sobie mieć pretensji o cokolwiek i do kogokolwiek.

Nie ma chyba złotego środka, jak zakomunikować człowiekowi, że jest śmiertelnie chory. – Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

Dzięki tej chorobie doceniasz bardziej małe rzeczy?

Anna Markowska: Choroba dała mi zapewne szansę na szybszy i głębszy samorozwój. Bez niej nie zajrzałabym tak głęboko w siebie. Nie lubię stwierdzenia, że teraz jestem innym człowiekiem. Nie jestem. Zawsze miałam konkretne zasady, wartości, to zasługa tego, jak wychowała mnie moja mama. Choroba to wszystko we mnie pogłębiła. I pogłębiła we mnie poczucie, że ludzie są w życiu najważniejsi. I w nich będę inwestować.

To tak może na koniec porozmawiajmy o gentlemanach w Twoim życiu. Jak udział w programie przełożył się na Twoją popularność wśród mężczyzn?

Anna Markowska: Chyba się mnie boją. (śmiech)

Rodzina jest dla mnie największym szczęściem i o niej marzę. – Nie chciałam niczego wiedzieć – ani jaki jest plan leczenia, ani co będą mi podawać. – mówi Anna Markowska.

Dlaczego?

Anna Markowska: Jest wśród ludzi jakieś wyobrażenie osoby z telewizji, które jest totalnie oderwane od rzeczywistości. A ja się przecież kompletnie nie zmieniłam i kocham ludzi.

Marzenia?

Anna Markowska: Rodzina, szczęśliwy dom pełen miłość, no i może fajna kuchnia, kominek, pies, kawałek ogródka. Chciałabym stworzyć taką własną enklawę, bo to, co wokół się dzieje, często mnie przeraża. Szukam uczciwości, wartości i miłości. Rodzina jest dla mnie największym szczęściem i o niej marzę. Chciałabym rozwinąć też bardziej fundację, którą mamy z mamą już kilka lat, ratujemy zwierzaki, mamy u siebie w Krakowie mały domek, pięć psów uratowanych z różnych ciężkich sytuacji, każdy ma swoją historię, wspieramy zaprzyjaźnione przytuliska i pomagamy szukać domu dla zwierząt. Robimy akcje na wsiach. Sama lubię pomagać mądrze i angażować się w zaufane akcje.

fot.: Katarzyna Paskuda, PaskudaPhotography.com

Makeup: Paulina Rudzińska

Fryzura: Jewuła Kuźnia Fryzjerska/Wojciech Jewuła

Stylizacje: Dominika Budzioch

Zobacz także: https://cai24.pl/styl-zycia/1430/aneta-pondo-kobieta-kobiecie-jest-przyjaciolka-a-nie-wrogiem/

Czym żyje Polska i Świat dowiesz się z najnowszej

Oglądaj BiznesInfo.tv

Inspirujące historie poznasz w i