Zbigniew Grycan: Biznes, który zrodził się z serca

O biznesie, który zrodził się z serca, i o tym, czy łatwo jest pracować z rodziną w rozmowie z Katarzyną Mazur opowiada Zbigniew Grycan, twórca marki Grycan.

Jakie wartości wnoszą do biznesu firmy rodzinne?

Mówi się, że firmy rodzinne są siłą napędową polskiej gospodarki i trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. To co wyróżnia je na tle innych podmiotów to niebywałe zaangażowanie, wytrwałość, umiejętność współdziałania, uważność na siebie wzajemnie i na współpracowników.

Zbigniew Grycan z żoną i córkami. fot. archiwum firmy
Zbigniew Grycan z żoną i córkami. fot. archiwum firmy

Z czego w Pana przypadku wzięła się decyzja, że będzie Pan tworzył firmę razem z rodziną?

Lody robił mój dziadek, robił ojciec, dorastałem w tym, nie widziałem innej drogi. Z uwagi na zawirowania wojenne prawie nie ma w Polsce firm, dla których sukcesja jest czymś naturalnym od pokoleń. Mam to szczęście, że wychowałem się w rodzinie, w której była czymś ugruntowanym. Nie było w naszym wypadku większych dylematów. Te firmy, które funkcjonują do dziś na rodzimym rynku podobnie długo jak moja, wywodzą się z rzemiosła lub z kupiectwa. Początki dla wszystkich były podobne: kilka pracujących spokrewnionych ze sobą osób i dzieci, które pomagały, kiedy była taka potrzeba. A była często. Dzięki temu zaangażowaniu najmłodsi poznawali firmę od podszewki i mieli świadomość plusów i minusów towarzyszących jej funkcjonowaniu.

Początki dla wszystkich były podobne: kilka pracujących spokrewnionych ze sobą osób i dzieci, które pomagały, kiedy była taka potrzeba. A była często. Dzięki temu zaangażowaniu najmłodsi poznawali firmę od podszewki, mieli świadomość plusów i minusów towarzyszących jej funkcjonowaniu. – mówi Zbigniew Grycan.

Ja pochodzę z rodziny cukierniczej. Mój ojciec otworzył jedną z pierwszych lodziarni w powojennej Polsce. Pamiętam, że jako dziecko miałem dzięki temu wielu kolegów. (śmiech) Poza tym początkowo lubiłem pomagać tacie i bawiło mnie to. Z czasem nieco przestało, ale się tym specjalnie nie przejmował i brał mnie do roboty, jak to się kiedyś mówiło. Zaszczepił we mnie chęć do pracy, do cukierniczego rzemiosła. Pojechałem uczyć się fachu do Warszawy, do hotelu Bristol. Tam mogłem obserwować, jak pracują najlepsi cukiernicy w Polsce i pracować na najlepszych składnikach, bo w Bristolu nigdy ich nie brakowało.

Jak każdy rodzic miałem ciche nadzieje wobec swoich dzieci. (śmiech) Ale obserwowaliśmy z żoną dziewczyny i wiedzieliśmy, że to Małgorzata ma chęć i serce do naszej marki, naszego przedsięwzięcia. – mówi Zbigniew Grycan.

W jaki sposób angażował Pan córki w swoją działalność?

Małgosia i Magda już jako małe dziewczynki pomagały w lodziarni i była to dla nich ogromna frajda. Kiedy były starsze, wiedziały, że jest nam potrzebna pomoc. Bardzo zaangażowały się w tworzenie marki Grycan – Lody od pokoleń. To wychodziło dość naturalnie, nikt ich do niczego nie zmuszał, widziały, że ciężko z żoną pracujemy i chciały nas wesprzeć. Miały poczucie, że są częścią ważnego projektu, że wspólnie z nami budują nową firmę od podstaw. Do dziś mamy w nich ogromne wsparcie. Jeśli chodzi o ich zawodowe wybory, to same ich dokonały, nie ingerowaliśmy w ich decyzje.

Magda wybrała studia humanistyczne, zrobiła doktorat, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, ma swoich studentów, zawodowo tym żyje i spełnia się w tej pracy, co nas – rodziców niezmiernie cieszy. Oczywiście wspiera także nasze działania biznesowe: doradza, wyraża swoje opinie, widzi markę z nieco innej perspektywy niż my. Natomiast Małgosia skończyła SGH i bardzo zaangażowała się w działalność firmy. Obecnie to na nią spada duży ciężar związany z prowadzeniem biznesu. Ma projekty, za które odpowiada, które prowadzi. Była na przykład inicjatorką wprowadzenia do naszej oferty lodów wegańskich, czy rewitalizacji soków 100% z owoców.

Wiedział Pan od początku, że któraś z córek zaangażuje się w biznes?

Jak każdy rodzic miałem ciche nadzieje wobec swoich dzieci. (śmiech) Ale obserwowaliśmy z żoną dziewczyny i wiedzieliśmy, że to Małgorzata ma chęć i serce do naszej marki, naszego przedsięwzięcia. Dziś jest już doświadczonym współpracownikiem, jednak cały czas się uczy. Zresztą jeśli chcemy prowadzić dobrze prosperujący biznes, bez względu na to, jak długo w nim funkcjonujemy, musimy trzymać rękę na pulsie i iść z duchem czasu. Żyjemy w dobie zmieniających się przepisów, niestabilnych, tak jeśli chodzi o rozwiązania prawne, jak i podatkowe. Chwila nieuwagi może doprowadzić biznes do bankructwa. Uczę tego moją córkę, wyczulam na potrzebę tej czujności. To, że ponad 15 lat temu wytyczyliśmy sobie jakiś kierunek i okazał się słuszny, nie oznacza, że zawsze tak będzie. Musimy być uważni i elastyczni. W biznesie różnie bywa. Trzeba mieć tego świadomość. Małgosia ma głowę na karku, jest odpowiedzialna, chętnie i szybko się uczy.

Jakim jest Pan nauczycielem i przewodnikiem dla swojej córki na tej biznesowej drodze? Wskazującym rozwiązania, czy zostawiającym trochę przestrzeni?

Współpraca z bliską osobą, z córką, na którą patrzy się przez pryzmat „moje dziecko”, nie jest łatwa, bo w grę wchodzą emocje, jak to w rodzinie. Jednak obydwoje staramy się wychodzić poza pewne utarte schematy. Na pewno zostawiam Małgosi przestrzeń, bo widzę jej potencjał i ufam pomysłom, które podsuwa. Widzę też, jak córka na moich oczach nabiera doświadczenia tak biznesowo, jak i życiowo. To ogromna radość.

Odchodząc od relacji w Pana firmie, jak postrzega Pan rynek firm rodzinnych w Polsce, jakby go Pan opisał?

To jest sektor, który w Polsce tak naprawdę dopiero się rozwija. Wiele rzeczy wciąż jest nieuregulowanych. Kwestia formalna sukcesji jest w powijakach, nie ma uregulowanych zagadnień związanych z zakładaniem fundacji. Na Zachodzie wszystko to sprawnie funkcjonuje, ale to wynik historycznych różnic. Oni nie działali przez lata w ustroju pozbawiającym człowieka prawa do prowadzenia działalności biznesowej, więc mieli więcej czasu na dopracowanie szczegółów. U nas to się dopiero rodzi i mam nadzieję, że rządzący i tworzący nasze prawo wyjdą naprzeciw potrzebom przedsiębiorców prowadzących biznesy rodzinne.

To, że ponad 15 lat temu wytyczyliśmy sobie jakiś kierunek i okazał się słuszny, nie oznacza, że zawsze tak będzie. Musimy być uważni i elastyczni. W biznesie różnie bywa. Trzeba mieć tego świadomość. Małgosia ma głowę na karku, jest odpowiedzialna, chętnie i szybko się uczy. – mówi Zbigniew Grycan.

Myśli Pan, że uregulowane kwestie prawne i stabilizacja gospodarcza sprawią, że potencjalni sukcesorzy chętniej będą przejmowali rodzinne interesy?

Jestem z zawodu cukiernikiem i mimo że prowadzę dużą firmę, wciąż jestem przede wszystkim rzemieślnikiem. Moje córki są lepiej wykształcone ode mnie, mają większą świadomość biznesowych uwarunkowań. Myślę, że o wiele łatwiej byłoby im podejmować decyzje, gdybyśmy jako państwo mieli stabilne prawo podatkowe chociażby. Przekazałem im (taką mam nadzieję) ducha przedsiębiorczości, kreatywności, sam nigdy nie pracowałem nawet godziny na państwowej posadzie, poza praktyką w Hotelu Bristol w Warszawie, i wierzę, że samodzielność ma sens. Że niesie ze sobą całe mnóstwo rozwijających doświadczeń.

Tak jako biznesmen, jak i ojciec chciałbym córkom dać z tego, co o prowadzeniu firmy wiem, to co najlepsze i oszczędzić im najtrudniejszych momentów. Dlatego angażuję się we wszelkie działania zmierzające do stabilizacji prawa gospodarczego i aktywnie wspieram rozwój firm rodzinnych w Polsce. Sytuacja, w jakiej dziś funkcjonujemy, nie zachęca nikogo do prowadzenia działalności. Ja przez lata zdążyłem już w tym okrzepnąć, ale młodzi ludzie, wykształceni, bywający w świecie, przyzwyczajeni są do pewnych standardów życia i nie rwą się do tego, co może być dla nich ciężarem i trudno im się dziwić. Są świadomi tego, co ich czeka. Ja, zaczynając, do końca nie byłem.

Jak ocenia Pan obecną współpracę biznesu z instytucjami państwowymi?

Podobnie jak dopiero buduje się biznes rodzinny, tak powoli rodzi się ta współpraca. Powstają stowarzyszenia, media kreują temat jako istotny i to bardzo ważne działania, jednak wciąż jest ich za mało.

Z jakimi problemami borykają się przedsiębiorcy, którzy chcą przekazać swój biznes dalej?

Przede wszystkim sukcesor musi chcieć. To jest rzecz najważniejsza. Żeby chciał, musi wiedzieć, na jakim gruncie ma rozwijać biznes. Kiedy rozmawiam o tym zagadnieniu z ludźmi, mówią, że chcieliby klarownych składek, stałych, niezmieniających się wytycznych, przepisów. Środowiskowo, jako przedsiębiorcy prowadzący biznesy rodzinne, dążymy do stworzenia „konstytucji”, która ujednolicałaby pewne zasady. To otworzyłoby drzwi wielu sukcesorom, wiedzieliby, co ich czeka i mogliby w pełni świadomie podejmować decyzje, czy wchodzą w biznes rodziców, czy idą własną drogą. To są ludzie wykształceni, świat jest dla nich otwarty, alternatywa przejęcia rodzinnego biznesu nie jest jedyną, którą mają. Bywa zatem i tak, niestety, że rodzinne firmy zostają bez sukcesora, bo ci sukcesorzy mówią nie, ja mogę inaczej żyć i nie chcę się tak jak wy, drodzy rodzice, męczyć.

Środowiskowo, jako przedsiębiorcy prowadzący biznesy rodzinne, dążymy do stworzenia „konstytucji”, która ujednolicałaby pewne zasady. To otworzyłoby drzwi wielu sukcesorom, wiedzieliby, co ich czeka i mogliby w pełni świadomie podejmować decyzje, czy wchodzą w biznes rodziców, czy idą własną drogą. – mówi Zbigniew Grycan.

Czyli mamy pokolenie konformistów, które nie bardzo garnie się do pracy?

Nie, tak bym tego nie nazwał. Mamy wykształcone, świadome pokolenie, które ma różne, szerokie możliwości działania. Młodzi wybierają to, co jest dla nich dobre. Kiedy patrzę na swoje córki, zawsze widzę w nich swoje dzieci. Zresztą wobec lodów wszyscy jesteśmy dziećmi. (śmiech) Pamiętam, jak kiedyś w jednej ze swoich kawiarni spotkałem kolegę, który stał w kolejce po lody za złotówkę, bo akurat była promocja z okazji dnia dziecka. Zapytałem go, co tu robi, a on mi na to, że też jest dzieckiem. (śmiech) Wracając do tematu, ja w swoich córkach zawsze będę widział małe dziewczynki, ale to dojrzałe, mądre kobiety, potrafiące podejmować suwerenne decyzje. Wiedzą, co jest dla nich dobre, czego potrzebują, żeby być szczęśliwe. Podobnie jest z innymi dziećmi przedsiębiorców. Oni nie są wygodni czy mało kreatywni. Oni po prostu często nie chcą brać udziału w niepewnej grze, jaką jest prowadzenie biznesu. I w jakiejś mierze im się nie dziwię. Oni widzą, ile kłód ląduje pod nogami przedsiębiorców.

Nie ma Pan poczucia, że jednak jest w tym niemała „zasługa” naszego systemu edukacyjnego, który nie promuje i nie uczy przedsiębiorczości, stawia raczej na wykonywanie poleceń, a nie kreowanie? 

Dokładnie tak jest. Pracuje z nami mnóstwo ludzi, którzy są świetni, doskonale wykonują swoje obowiązki, gdyby poszli o krok dalej, byliby doskonałymi przedsiębiorcami, ale nie czują potrzeby, aby ryzykować i trudno im się dziwić w tych niepewnych czasach. Wolą pracować u kogoś, mieć stabilizację, być dobrym specjalistą w swojej dziedzinie i z końcem miesiąca dostać ustalone wynagrodzenie. To bezpieczne rozwiązanie, a młodzi potrzebują poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Ja muszę codziennie przeczytać „Gazetę Prawną” i „Rzeczpospolitą”, żeby wiedzieć, czy nie pojawiły się jakieś nowe rozwiązania podatkowe czy prawne, nasłuchiwać, czy ustawodawca nie wprowadził istotnych zmian. Jestem odpowiedzialny za całą firmę, w tym także za swoich pracowników. To jest kwestia wyboru, który faktycznie wynika często z braku edukacji w dziedzinie przedsiębiorczości.

Jako przedstawiciel środowiska firm rodzinnych myśli Pan, że jesteście w stanie wykreować potrzebę przedsiębiorczości w młodych Polakach?

Mam taką nadzieję, między innymi po to się angażuję. Wiele razy byłem zapraszany na różne uczelnie, rozmawiałem ze studentami. Widzę w nich głód informacji i chęć do działania, która potrzebuje tylko iskry, impulsu, żeby przerodzić się we wspaniałe, innowacyjne przedsięwzięcia. Grunt to ich zachęcać i działać na rzecz poprawy warunków, w jakich mogliby działać w przyszłości.

Rodzina Grycanów od pokoleń zajmowała się cukiernictwem, fot. archiwum firmy

Jak przekazywać młodym ludziom wchodzącym do biznesu, że nie zawsze wszystko wychodzi, a jeśli już nie wychodzi, to nie jest koniec świata?

Taką edukację należy podejmować już od małego. Tak jak sportowiec nie może się poddać, jeśli chce osiągnąć mistrzostwo, tak samo i w biznesie nie należy dawać za wygraną. Przy tym wszystkim należy też zachować zdrowy rozsądek. Jest jakaś granica ryzyka, której nie należy przekraczać. Ważne jest też, żeby nie pomylić przychodów z dochodem. Początkujący biznesmen jak zobaczy cyfry na swoim koncie, to myśli, że to wszystko jest jego, a to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. (śmiech)

Kiedy zdał Pan sobie sprawę, że ten rodzinny biznes wcale nie jest taki malutki i że jednak musi Pan pozwolić ludziom z zewnątrz trochę się w niego zaangażować? Miał Pan obawę przed delegowaniem części działań?

Kiedy założyłem swoją pierwszą firmę, bo chciałem się usamodzielnić, miałem trzyosobową załogę łącznie ze sobą. Zaczynałem więc od maleńkiego przedsięwzięcia, a doszedłem do bardzo dużej firmy. Po zmianie ustrojowej przekształciłem niewielką warszawską lodziarnię Zieloną Budkę w ogólnopolską firmę. Rosła błyskawicznie. Owszem, jestem pracowity, ale wszystkiego nie da się zrobić samemu. Cały czas się uczyłem, miałem po drodze potknięcia, choćby dlatego, że nie znałem instrumentów dużej firmy, nie znałem prawidłowego obiegu dokumentów, zasad administracji, kadr. Kiedy stworzyłem markę Grycan i ona także nam rosła, mimo wcześniejszych doświadczeń aż do 70 kawiarni sami nimi zarządzaliśmy. Jednak kiedy dostrzegliśmy, że wiele rzeczy nam umyka, zaczęliśmy zatrudniać ludzi, którzy dziś są naszym wsparciem, dlatego że przy pewnej skali już się nie da wszystkiego robić samemu.

Pracują Państwo razem, rodzinnie, spędzają ze sobą mnóstwo czasu. Jak udaje się Państwu uciec od tematu firmy?

Nie udaje się. (śmiech) Ten temat zawsze wchodzi. Tak jest i nic z tym nie zrobimy. Mamy pasję do tego i od tego nie uciekniemy, ba, nie chcemy uciekać. To jest nasze życie. Podchodzimy do swojego biznesu z sercem.

Zobacz także: https://cai24.pl/biznes/1293/jacek-giedrojc-czy-kryzys-ekonomiczny-jest-nieunikniony/

Czym żyje Polska i Świat dowiesz się z najnowszej

Oglądaj BiznesInfo.tv

Inspirujące historie poznasz w i