Sandra Dorsz: Szukając własnej drogi

Szukam własnej drogi – mówi Sandra Dorsz, finalistka programu Top Model, w rozmowie z Katarzyną Paskudą. 

Sandra Dorsz, fot. Katarzyna Paskuda

Masz dopiero 19 lat. To czas, kiedy szuka się własnej drogi. 

Jasne, wydaje mi się jednak, że bez względu na to, ile ma się lat, można robić kilka rzeczy jednocześnie i wszystkimi się cieszyć i wszystkie robić dobrze, bo z pasją.

Jak wygląda Twoje życie prywatne? Wyczytałam ploteczki o niejakim Żabsonie. (śmiech) 

W każdej plotce jest ziarnko prawdy. (śmiech) Ale mam mnóstwo znajomych…

I do każdego się przytulasz na mieście?

Nie. Chodzi o to, że mam znajomych różnej płci, wychodzę z nimi na miasto, jak każdy człowiek spędzam czas na przyjemnościach.

Czyli Żabson to znajomy? Jesteś wolna?

Tak. (śmiech) 

Status wolny czy skomplikowany?

Jak najbardziej wolna i myślę, że przez dłuższy czas tak zostanie. 

Musimy jako społeczeństwo dojrzeć jeszcze do wielu rzeczy. Mam jednak nadzieję, że na mnie Polska jest już gotowa. (śmiech) – mówi Sandra Dorsz.

Dlaczego? 

Ze względu na moją pracę i na zawirowania z nią związane. Ciężko jest mi znaleźć czas, żeby porozmawiać z rodziną przez telefon, chociaż staram się to robić bardzo często, więc trudno mi sobie wyobrazić przestrzeń dla kogoś jeszcze. Poza tym nie spotkałam jeszcze odpowiedniej osoby.

To niełatwa sztuka. (śmiech) 

Zdecydowanie niełatwa. Po programie jest jeszcze gorzej. Mam wrażenie, że wielu mężczyzn patrzy na mnie jak na „tę Sandrę z Top Model”. A ja chcę, żeby ktoś zobaczył mnie taką, jaka jestem, a nie przez pryzmat popularności, jaką zyskałam dzięki programowi.  

Czyli ten udział w programie trochę Ci ciąży? 

Nie nazwałabym tego w ten sposób. To naturalne, że dopóki nie pojawi się kolejna edycja, bohaterowie bieżącej, w tym ja, będą budzić zainteresowanie mediów. Poza tym mam nadzieję, że w moim zawodowym życiu pojawią się nowe tematy, na tyle interesujące, że utną temat Top Model.

Pochodzisz z małej miejscowości…

Wysokiej.  

Jak mieszkańcy Wysokiej przyjęli Twój udział w programie? 

Komentowano go i pozytywnie i negatywnie. Na szczęście zdecydowanie więcej było tych pozytywnych komentarzy, co mnie cieszy, ale te mniej przyjemne sprawiły ból przede wszystkim mojej mamie. Obu nam było ciężko się w tym odnaleźć i zrozumieć intencje tych osób. 

Kierowała nimi zawiść. To dość typowe.

Musimy jako społeczeństwo dojrzeć jeszcze do wielu rzeczy. Mam jednak nadzieję, że na mnie Polska jest już gotowa. (śmiech) 

Więcej w magazynie “Gentleman”

Zobacz także: Anna Markowska: To co przeszłam, jest moją siłą

Czym żyje Polska i Świat dowiesz się z najnowszej

Oglądaj BiznesInfo.tv

Inspirujące historie poznasz w i