Przebudzenie Niemiec

Dla Niemiec inwazja Rosji na Ukrainę może zadziałać nie tylko jak szok w zakresie polityki międzynarodowej, ale także jak istotny bodziec służący zmianie priorytetów gospodarczych.

Wywołana przez Rosję 24 lutego wojna była w pewnym sensie naturalną konsekwencją działań podejmowanych przez Federację Rosyjską i Republikę Federalną Niemiec od wielu lat. Trudno było spodziewać się jakichkolwiek innych rezultatów w sytuacji, gdy Berlin beztrosko wręczał Moskwie kolejne argumenty do tego, aby w pewnym momencie mogła chwycić całą Europę za gardło. Począwszy do gazociągu Nord Stream, a skończywszy na jego drugiej nitce, niemieckie państwo prowadziło politykę nastawioną w sposób jawny na rozbicie Unii Europejskiej od środka i osłabienie państw graniczących bezpośrednio z Rosją.

Spóźnione przebudzenie

Przebudzenie Niemiec nie dokonało się oczywiście natychmiast po pierwszych bombardowaniach ukraińskiego terytorium, gdyż przez pierwszych kilkadziesiąt godzin niemieckie elity trwały w zaprzeczeniu, że właśnie wydarzyło się coś niezwykle ważnego. Osławione 5 tysięcy hełmów jako pomoc wojskowa dla Ukrainy zdążyły już nawet stać się symbolem niechęci do działania w obliczu realnego zagrożenia. Niemcy niemal niczym reduty bronili pełnego dostępu do systemu transakcyjnego SWIFT dla Rosji, aż wreszcie zgodzili się nałożyć sankcje wyłączające ostatecznie sektor energetyczny. Nade wszystko jednak z ich ust padło wreszcie sakramentalne „tak” dla wstrzymania procesu certyfikacji gotowego już w zasadzie gazociągu Nord Stream 2. Wciąż nie wiadomo oczywiście, czy gdy sytuacja wokół Ukrainy nieco się uspokoi, Niemcy nie zdecydują się wycofać z tak daleko idących kroków, lecz póki co warto docenić choć to, co przez tyle lat wydawało się czymś wręcz niemożliwym.

Przebudzenie Niemiec nadeszło z dużym opóźnieniem, lecz przybrało ostatecznie pewne namacalne kształty. Republika Federalna postanowiła przede wszystkim uruchomić specjalny fundusz na rozbudowę swojej armii, w wysokości 100 mld euro, i tym samym podnieść wydatki na obronność do 2 proc. swojego PKB. Jeszcze do niedawna tego rodzaju deklaracja była czymś wręcz niewyobrażalnym. Prezydent Donald Trump nieustannie ganił większość krajów członkowskich NATO, że nie przeznaczają na obronność wystarczających środków, a jego słowa okazały się wręcz prorocze. Jednym z czynników, który zachęcił Federację Rosyjską do ataku była bez wątpienia właśnie relatywna słabość europejskich armii, które od kilku dekad nie były należcie doinwestowywane w związku z tym, że wykorzystywały parasol ochronny roztoczony przez potęgę amerykańskiego państwa.

Najbardziej pilnym zadaniem dla niemieckiego państwa będzie obecnie zapewnienie sobie alternatywnych źródeł dostaw gazu. Do tej pory aż 27 proc. energii wytwarzanej w Republice Federalnej zapewniały dostawy z Rosji, a w całym kraju nie było ani jednego czynnego terminala do transportu LNG. Niemieckie władze zadeklarowały, że wszystko to ma się błyskawicznie zmienić, lecz uruchomienie odpowiednich dostaw z gazem z USA, Kataru czy innych miejsc świata nie jest zadaniem, które da się zrealizować w trybie natychmiastowym. Uzależniając się od rosyjskiego gazu od ponad 40 lat, Niemcy nie będą w stanie zerwać z nim całkowicie jeszcze przez bardzo długi czas.

Zielona transformacja pod znakiem zapytania

Kłopoty energetyczne Niemiec mogą natomiast przełożyć się na to, że nasz zachodni sąsiad będzie musiał na poważnie rozważyć ograniczenie tempa zielonej transformacji. Do tej pory cała Unia Europejska pod dyktando Berlina parła ku zeroemisyjności, nie oglądając się na ofiary, lecz w sytuacji, w której wojna na Ukrainie jeszcze bardziej podkręci tempo inflacji, może dojść do ważnych zmian w tym zakresie. Co prawda jeszcze w piątym dniu agresji niemiecki rząd ogłosił wręcz plan przyspieszenia realizacji zielonej agendy poprzez przejście na produkcję energii z odnawialnych źródeł już w 2035 r., lecz można śmiało zakładać, że już wkrótce będzie się musiał z tego wycofać. Zachodzące właśnie w błyskawicznym tempie zmiany transformowały także podejście niemieckiego rządu do elektrowni atomowych, które miały zostać zamknięte z końcem bieżącego roku. Gdy Niemcom zajrzał w oczy strach związany z utratą dostępu do rosyjskiego gazu, rozsądku nabrali nawet zieloni koalicjanci. Reprezentujący Partię Zielonych minister finansów Robert Habeck stwierdził niedawno, że w obliczu ostatnich wydarzeń rząd rozważy przedłużenie okresu wyłączania reaktorów o kilka lat. Nałożenie sankcji na Rosję przyniesie światowej gospodarce znacznie bardziej odczuwalne konsekwencje niż te, które wystąpiły choćby w następstwie odcięcia Iranu w 2012 r. od systemu SWIFT. Rosja to kraj, który eksportuje wiele istotnych surowców, rzadkich metali, lecz w razie doprowadzenia jej do skrajności może nawet zdecydować się na zupełne wstrzymanie dostaw gazu do Europy Zachodniej, co wiązałoby się dla Niemiec wręcz z nagłą zapaścią.

Jeśli nawet do wspomnianej zapaści nie dojdzie, wiadomo już teraz, że świat w następstwie rosyjskiej agresji wkroczył już w zupełnie nowy okres niestabilności gospodarczej. Rosja jest coraz szybciej wykluczana ze światowego systemu handlowego i gospodarczego, co siłą rzeczy przełoży się na dostępność rozmaitych towarów i usług, zagrozi aktywom wielu instytucji finansowych w związku z ryzykiem rosyjskiej niewypłacalności i doprowadzi do jeszcze większej niepewności. Wszystko to niemiecki biznes odczuwa w zasadzie już teraz, gdyż w obecnej sytuacji nie pozostało mu nic jak tylko pospiesznie wycofać się z Federacji Rosyjskiej.

Utracone inwestycje

Niemcy były od lat jednym z głównych źródeł inwestycji zagranicznych w Rosji (25 mld euro w 2021 r.), a na jej terenie działało do niedawna ponad 3,6 tys. niemieckich firm. W pierwszych dniach niemiecki biznes uciekał panicznie z ogarniętej działaniami wojennymi Ukrainy, lecz coraz bardziej prawdopodobne stanie się to, że będzie musiał uciekać również z Rosji. Wszystko to sprawia, że Niemcy będą musieli na poważnie przemyśleć na nowo całą politykę gospodarczą, w której ważnym elementem były relacje handlowe z Rosją. Co prawda wartość niemieckiego eksportu do Polski przewyższała do tej pory dwukrotnie wartość eksportu do Rosji, lecz wymiana z Federację Rosyjską dotyczyła strategicznie dużo ważniejszych zasobów.

Niemcy jako hegemon Unii Europejskiej mogą także potencjalnie zyskać w razie ewentualnej akcesji Ukrainy. Rzecz jasna, w momencie, gdy pisane są te słowa, nie jest wciąż jasne, czy ukraińskie państwo w ogóle obroni swoje terytorium, lecz gdyby tak się miało stać, wspólnota zyskałaby bardzo nietypowego i najbiedniejszego ze wszystkich członka. Do tej pory Berlin pokazywał, że potrafi wykorzystywać tego rodzaju sytuację jako paliwo do zwiększenia swoich politycznych wpływów. Nie inaczej byłoby zapewne także i w tym przypadku.

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach “Gazety Finansowej”

Czym żyje Polska i Świat dowiesz się z najnowszej

Oglądaj BiznesInfo.tv

Inspirujące historie poznasz w i