Wybierasz Huawei, zapomnij o F-35

Czy Brytyjczycy poświecą Amerykę dla chińskich pieniędzy?

Jak donoszą brytyjskie media, całkiem nieoczekiwanie bliskie relacje łączące Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię stanęły pod znakiem zapytania. Wszystko przez chiński koncern Huawei, który ma budować brytyjską sieć 5G.

Samoloty nie przylecą?

Amerykanie od dawna wskazują, że Huawei jest wykorzystywane przez Chińczyków do szpiegowania Zachodu. Stąd też informacje o bliskiej współpracy koncernu z Brytyjczykami spowodowały kontrakcję wśród polityków nad Potomakiem. Amerykańscy senatorzy przedstawili nawet projekt nowej regulacji prawnej, zakładający, że nowe technologie wojskowe nie będą dostarczane do krajów, do których ułatwiony dostęp mają firmy, mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. Takie, jak właśnie Huawei.

Rząd Borisa Johnsona ma więc twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony torysów kuszą chińskie pieniądze i inwestycje, z drugiej jednak nie mają najmniejszej ochoty ryzykować sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.


Wbrew pozorom, ten zapis może znaleźć błyskawiczne odbicie w rzeczywistości. Może bowiem oznaczać, zablokowanie w 2021 r. przebazowania dwóch amerykańskich eskadr latających na samolotach F-35 Lightning II na stałe do Wielkiej Brytanii. To byłby spory cios dla Brytyjczyków, ponieważ ogłoszona w 2015 r. decyzja że te samoloty trafią nad Tamizę miała być oznaką trwałości „specjalnych relacji” łączących Stany Zjednoczone z Wielką Brytanią.

Zresztą przygotowania na przyjęcie 48 amerykańskich maszyn i obsługujących je 1200 żołnierzy w Lakenheath w Suffolk trwają już od kilku lat i pochłonęły ponad 200 mln dolarów.

Co gorsza, niedługo do służby ma wejść najnowszy brytyjski lotniskowiec HMS Queen Elisabeth II, którego głównym uzbrojeniem mają być właśnie myśliwce F-35. Gdyby groźba amerykańskich kongresmenów miała się ziścić, okręt nie mógłby osiągnąć gotowości operacyjnej. A to jest dla Brytyjczyków czymś znacznie większym niż tylko kwestia prestiżowa. Od kilku lat bowiem Royal Navy nie ma sprawnego okrętu tej klasy w służbie, a to znacząco ogranicza zdolność do „projekcji siły” Zjednoczonego Królestwa. Sprawa jest tak ważna, że kilka lat temu poważnie rozważano wspólne, brytyjsko-francuskie użytkowanie francuskiego lotniskowca o napędzie atomowym Charles de Gaulle.

– Stany Zjednoczone zrobią wszystko, co w naszej mocy, aby utrzymać i wzmocnić specjalne stosunki z Wielką Brytanią. Jednak ochrona naszych lotników z USA i naszego bezpieczeństwa narodowego musi być na pierwszym miejscu – powiedział dziennikowi „Daily Telegraph” Tom Cotton, republikański senator z Arkansas, który rozpętał całą burzę.

Cottona trudno lekceważyć: uchodzi za jednego z najważniejszych sojuszników Donalda Trumpa w amerykańskim Senacie. Doskonale wiec wie, że współpraca Brytyjczyków z chińskim koncernem odbierana jest przez Trumpa jako przejaw braku sojuszniczej lojalności.

35 proc. różnicy nie czyni

Downing Street próbuje się bronić. Zdaniem urzędników Borisa Johnsona, udział Huawei w budowie brytyjskiego 5G ogranicza się jedynie do stworzenia „podstawowych” elementów i udział w rynku chińskiego koncernu ograniczony jest do bezpiecznego poziomu 35 proc. Co więcej, brytyjscy wojskowi uważają, że myśliwce nie będą korzystać z sieci zbudowanej przez Chińczyków, dlatego też amerykańskie obawy są całkowicie przesadzone.

Brytyjczycy nie są jednak skłonni bagatelizować amerykańskich obaw. Tom Tugendhat konserwatywny poseł do Izby Gmin, a przy okazji przewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych napisał na Twitterze, że cała sprawa jest bardzo poważna. – Musimy przemyśleć naszą decyzję związaną z Huawei. To nie jest kwestia 5G. To sprawa strategicznego partnerstwa z krajami, które jakoś nie potrafiły pokazać, że są sojusznikami – uznał Tugendhat.

Zdaniem urzędników Borisa Johnsona, udział Huawei w budowie brytyjskiego 5G ogranicza się jedynie do stworzenia „podstawowych” elementów i udział w rynku chińskiego koncernu ograniczony jest do bezpiecznego poziomu 35 proc.

Rząd Borisa Johnsona ma więc twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony torysów kuszą chińskie pieniądze i inwestycje, z drugiej jednak nie mają najmniejszej ochoty ryzykować sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Zwłaszcza teraz, kiedy z jednej strony Zjednoczone Królestwo staje się nieco osamotnione na scenie międzynarodowej, z drugiej urząd prezydenta sprawuje chyba jeden z najbardziej anglofilskich lokatorów Białego Domu w historii.

Amerykanie mają w zanadrzu jeszcze jeden środek nacisku, zapewne decydujący. Wśród republikańskich kongresmenów coraz głośniej słychać, że los przyszłej umowy o wolnym handlu między USA a Wielką Brytanią zależy od rezygnacji Zjednoczonego Królestwa ze współpracy z Huawei.

Opr. tp

Czym żyje Polska i Świat dowiesz się z najnowszej

Oglądaj BiznesInfo.tv

Inspirujące historie poznasz w i

Poprzedni artykułOpłakane skutki łamania kwarantanny
Następny artykułBogaty jak troll