Maciek Olbrych: Podzielić się z ludźmi energią

Maciek Olbrych, lider zespołu Popkultura, pasjonat gry w Polo, w rozmowie z Katarzyną Mazur opowiada o swoich pasjach i o tym, jak je łączy.

Twoja przygoda z muzyką, ta sceniczna, zaczęła się dość wcześnie

Maciek Olbrych: W wieku 19 lat założyłem zespół Popkultura. Mimo że faktycznie byliśmy dość młodzi, udało nam się rozwinąć skrzydła. Graliśmy na dużych festiwalach, między innymi na Open’erze, zagraliśmy też wyjątkowy koncert w radiowej Trójce z okazji 10. rocznicy śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Udało nam się też wydać debiutancką płytę. To był bardzo dobry okres. Przyszedł jednak taki moment, że postanowiłem na chwilę odejść od muzyki.

Musiałeś?

Chciałem. Poświęciłem się wtedy mojej drugiej pasji, czyli Polo. I faktycznie regularne treningi, zawody i praca z końmi spowodowały, że mniej się udzielałem na scenie. Cały czas jednak komponowałem, pisałem teksty i produkowałem muzykę dla innych artystów. Między innymi brałem udział w produkcji pierwszego albumu Karoliny Czarneckiej. Potrzeba grania nigdy nie zniknęła, dlatego zdecydowałem się reaktywować zespół. Właśnie wydaliśmy z Popkulturą drugą płytę zatytułowaną „Miłość Zdrada”. Jest nowa energia, nowy skład, działamy i szykujemy się do koncertów. Oczywiście trochę spowolniła nas epidemia, ale walczymy dzielnie.

Poza tym, że tworzysz muzykę, masz też inne pasje. Między innymi grę w Polo.

Tak się złożyło, że rodzinnie prowadzimy ośrodek jeździecki. Razem z moim ojcem Pawłem Olbrychem sprowadziliśmy Polo do Polski. Choć ma ono w kraju tradycje przedwojenne, to po wojnie nie wróciło już do naszej sportowej rzeczywistości. W 2001 roku postanowiliśmy to zmienić. Obecnie mamy w Polsce siedem klubów, co oznacza kilkaset koni i blisko stu zawodników. Mamy na swoim koncie niemałe sukcesy – udało nam się z polską reprezentacją zakwalifikować na przykład do Mistrzostw Europy w Polo. Moja muzyczna przerwa była związana właśnie z Polo i końmi. W tamtym momencie poczułem, że więcej we mnie potrzeby grania i bycia w stajni, niż w studio i na koncertach. Ewidentnie występuje u mnie konflikt dwóch równorzędnych pasji. Z jednej strony muzyka bardzo mnie pochłania, a z drugiej są konie, które wymagają tak samo dużo uwagi. To jest trudne do pogodzenia. Taki płodozmian jest jednak twórczy. Daje też możliwość odskoczni i nie pozwala znudzić się ani jednym, ani drugim tematem.

Więcej na: https://gentlemanmagazine.pl/

Zobacz także: Aplikacje pomogą w walce z epidemią?

Czym żyje Polska i Świat dowiesz się z najnowszej

Oglądaj BiznesInfo.tv

Inspirujące historie poznasz w i